Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Interakcje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Interakcje. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 lutego 2017

Nie oczekuj wdzięczności


Ostatnio bardzo popularne stało się praktykowanie wdzięczności. Pisze o tym wielu autorów, przekonując do tego, że warto każdego dnia zastanowić się nad tym, za co jest się wdzięcznym. Trudno nie zgodzić się z propagowaniem tak pięknej idei. Mam jednak wrażenie, że pośród wyliczania i spisywania w pamiętniczku tych wszystkich dóbr, za które jesteśmy wdzięczni, zapominamy niekiedy o drugim człowieku, który żyje obok nas i właśnie któremu powinniśmy dziękować za okazywaną nam każdego dnia dobroć.
Ludzie niestety mają spory kłopot z wdzięcznością. Nie potrafią dziękować. Ba, często nawet nie przyjdzie im do głowy, by wypowiedzieć to jedno, nic nie kosztujące słowo. A jeśli przyjdzie - zdarza się, że robią to machinalnie, nie skupiając się na tym, za co i dlaczego dziękują. To tak jak z przepraszaniem. Przepraszamy, gdy w tramwaju wpadamy na kogoś (nie ze swojej winy z resztą, gdy motorniczy mocno zahamował). Przepraszamy za to, że odbiło się nam przy stole lub że w pierwszej kolejności przywitaliśmy się z kim innym, niż wypada. Ciągle przepraszamy za coś, co za moment nie ma już żadnego znaczenia, a tak ciężko powiedzieć przepraszam w chwili, gdy naprawdę zawaliliśmy.
Dziękujemy za podniesiony długopis z podłogi, za przepuszczenie nas w drzwiach i za kupienie nam czegoś przy okazji. Nie dziękujemy natomiast za ugotowany obiad i miłą atmosferę, za pojechanie z nami do lekarza i wspólne czekanie przez dwie godziny w kolejce. Nie przyjdzie nam nawet do głowy, by podziękować drugiemu człowiekowi za codzienną troskę i zainteresowanie naszą osobą.
Jak każdy kij, i ten ma jednak dwa końce. Bo czy nie raz popadliśmy we wzburzenie, nie usłyszawszy dziękuję, które tak bardzo nam się należało!? Albo zrobiliśmy coś dla kogoś, by ten zaciągnąć u nas musiał dług wdzięczności? Wygląda na to, że lubimy podziękowania, ale głównie te kierowane w naszym kierunku.
Bywa, że pragnienie wdzięczności wobec nas samych jest tak ogromne, że odbiera nam całą radość dawania. A szczęście może przynieść nam przecież tylko prawdziwa bezinteresowność. Oczekiwanie wdzięczności prowadzi niekiedy do frustracji, a i ludzie dziękują często nie z prawdziwej wdzięczności, ale ze zwykłego poczucia obowiązku. Zamiast więc być kimś znanym ze swej szlachetności, do którego garną się dziesiątki osób, nietrudno stać się kimś, komu składane są życzenia urodzinowe z obowiązku i kogo odwiedza się dla świętego spokoju. 
Przepraszajmy i dziękujmy za rzeczy ważne. Nie oczekujmy wdzięczności. Szczęście to radość dawania. Bezinteresowna. 

czwartek, 9 lutego 2017

Sprytna kontrola pauz w wypowiedzi



Często gdy wypowiadamy się publicznie, jako przerywnik stosujemy dźwięki ymm-podobne. Dlaczego w pauzy naszych wypowiedzi wkradają się właśnie tego typu dźwięki i co zrobić, aby nad tym zapanować? Dzisiaj krótka notka o tym, jak sprytnie kontrolować mimowolne stosowanie tych nieeleganckich i nieefektywnych przerywników podczas mówienia.
Czy zastanawialiście się kiedyś, co właściwie wywołuje te niechciane ym-ki w naszych wypowiedziach? Spróbujcie kilka razy powiedzieć na głos dokładnie to samo ymm, które zdarza Wam się stosować jako przerwę w wypowiedzi. Zaobserwujcie, co dzieje się z Waszym oddechem, gdy wydajecie z siebie ten dźwięk. Jeśli wykonaliście to proste i krótkie ćwiczenie, wiecie już, że w trakcie artykulacji ymm, wydychamy powietrze. Jest to więc pierwsza wskazówka dla nas – gdy robimy ymm, po prostu wydychamy powietrze na głos.
Dlaczego stosowanie ymm podczas wypowiedzi jest nie tylko nieeleganckie, ale szalenie nieefektywne dla naszej wypowiedzi? Jak już zauważyliśmy, aby wyartykułować ymm, musimy cały czas wydychać powietrze. Na potwierdzenie tej tezy, spróbujcie mówić ymm na wdechu – to zadanie nie jest już takie proste, prawda? Ale co właściwie z tego wynika? 
Poświęcając zdecydowaną większość przerwy w mówieniu na wydech, sprawiamy, że krótki wdech, który zdążymy wziąć, zanim zaczniemy znowu mówić, wystarczy nam na bardzo krótko, przez co za chwilę znów będziemy musieli zrobić kolejna pauzę – którą prawdopodobnie ponownie przeznaczymy głownie na wydech – czyli na ymm – i tak nasze błędne koło będzie sie toczyć i toczyć, aż do końca naszej wypowiedzi.
Co w takim razie zrobić, aby oduczyć się stosowania ymm, jako przerywnika? Trenerzy z dziedziny wystąpień publicznych proponują dwa rozwiązania. Pierwsze z nich to technika regularnych pauz, które zapewnią nam stałą, wystarczającą ilość powietrza w płucach, abyśmy mogli powiedzieć, to co chcemy przekazać bez konieczności stosowania niekontrolowanych przerw. Druga technika natomiast jest jeszcze bardziej banalna – w trakcie przerwy, wykonujmy krótki wydech i długi wdech, uniemożliwiając sobie w ten sposób wszelką artykulację oraz tym samym zapewniając sobie wystarczającą ilość powietrza na kolejny fragment wypowiedzi.
Proste, a jednak dopóki nie rozłożymy kłopotu ymm na czynniki pierwsze, ciężko wyzbyć się tego nieeleganckiego nawyku podczas wystąpień publicznych (mam tu na myśli nie tylko prezentacje przed szerszą publicznością, ale po prostu wypowiedzi w obecności kilku osób - na przykład w pracy, na spotkaniu - bo z tego typu sytuacjami spotykamy się najczęściej). Od dzisiaj ćwiczymy więc stosowanie regularnych pauz podczas wypowiedzi, a gdy przyłapiemy się na artykułowaniu ymm - szybciutko wdychamy powietrze z powrotem do płuc. Do dzieła!


A czy Wam często zdarza się stosować ymm, jako przerywnika w wypowiedzi? Co myślicie o podanych technikach pracy nad tym kłopotliwym zjawiskiem?

wtorek, 22 listopada 2016

Prosta technika stawiania granic i realizowania planów własnych, zamiast cudzych


Ambicja, która powszechnie kojarzy się raczej pozytywnie, nierzadko zamiast prowadzić nas ku sukcesowi, potrafi narobić wiele szkód w naszym życiu. Problem ten dotyczy szczególnie kobiet, a także młodych ludzi obojga płci, którzy w dobie wszechobecnego coachingu, zewsząd atakującego przymusu rozwoju osobistego, czy wreszcie ciągłej dążności do dobrobytu, nieprzerwanie próbują być we wszystkim najlepsi, zawsze dawać radę, nikogo nie zawodzić i wszystkie sprawy wcisnąć w swój, jakże pękający w szwach, kalendarz. Jak jednak zdjąć z siebie to ciśnienie? Jak pozbyć się ciągłej presji, skupić się na własnych pragnieniach, zamiast wiecznie dogadzać innym? 
Dzisiaj chciałabym zachęcić Was do tego, abyście wykonały bardzo proste, opisane poniżej ćwiczenie. Technika ta ma za zadanie uświadomić Wam, co jest z Waszego punktu widzenia faktycznie ważne, a co jest dla Was ważne tylko pozornie (czyli na co poświęcacie swój czas i jak to się ma do Waszych przekonań). Zadanie polega na prostych wyliczeniach matematycznych, a więc nie bójcie się liczb, które widzicie poniżej. Jeśli umiecie dodawać i mnożyć, znakomicie poradzicie sobie z tym zadaniem! :)
W przykładzie przedstawionym poniżej skupimy się na trzech kręgach zainteresowań dnia codziennego wielu kobiet: rodzina (mąż/partner, dzieci, dom), ja, praca. Oczywiście te obszary zainteresowań możecie, a wręcz powinnyście, dostosować do własnych. Ich ilość również może różnić się od tej podanej w przykładzie. Ja w celu zaprezentowania ćwiczenia wybrałam te trzy.

Na początek uszeregujcie powyższe obszary od 1 do 3, gdzie 1 jest dla Was najważniejszy, a 3 najmniej ważny w odniesieniu do pozostałych obszarów.

W ramach przykładu uszeregowałam te obszary w sposób następujący:
1. Ja
2. Rodzina
3. Praca

Teraz biorąc pod uwagę fakt, że macie do dyspozycji 100% swojego czasu (och! czyż to nie wspaniałe?), dopiszcie do każdego z obszarów, ile w idealnym świecie chciałybyście procentowo poświęcać go na każdą z tych dziedzin.

Przykład:
1. Ja 45%
2. Rodzina 35%
3. Praca 20%

Teraz mały kubeł zimnej wody. Otóż, teoretycznie, myśląc o tym, że żyjemy cały czas, 24 godziny na dobę, rzeczywiście wychodziłoby na to, że mamy do dyspozycji 100% naszego czasu. Ale, ale - no tak, przecież potrzebny jest czas na sen, który nie bardzo jawi się nam, jako czas, który mamy do zagospodarowania. 
W tej sytuacji od naszego całego czasu musimy odjąć ten, który przesypiamy. Przyjrzyjmy się więc temu, na co poświęcamy nasz czas w tygodniowym ujęciu, odejmując od niego czas na sen.

Dla przykładu, załóżmy, że śpię 8 godzin na dobę; godzin w dobie mamy 168:
24x7=168-(8x7)=112

Teraz zastanówmy się, ile czasu poświęcamy w prawdziwym życiu na wymienione wcześniej obszary i jak to się ma do naszego idealnego świata.

Przykład - prawdziwe życie:
1. Ja -> 23,5 h
2. Rodzina -> zakupy, gotowanie, sprzątanie, czas z rodziną, załatwianie spraw rodzinnych: 41 h
3. Praca -> 8 h pracy dziennie + 1,5 h dziennie na dojazd = 47,5 h

Z powyższych wyliczeń na pierwszy rzut oka widać, że to, co zadeklarowałam w przykładzie, jako ważne lub mniej ważne dla mnie w niewielkim stopniu odpowiada temu, na co poświęcam czas w rzeczywistości. 

Przyjrzyjmy się dokładnym wynikom wyliczeń świat idealny vs rzeczywistość:
1. Ja: 45% vs 21%
2. Rodzina: 35% vs 37%
3. Praca: 20% vs 42%

Jak widać w przedstawionym przykładzie, jedynie ilość czasu, którą chcę poświęcać rodzinie pokrywa się z tym, ile czasu faktycznie jej poświęcam. Jestem przekonana, że udaje mi się to głównie dzięki doskonałemu partnerstwu moich bliskich, z którymi dzielimy się zarówno obowiązkami, jak i przyjemnościami. Dzięki temu w tym obszarze panuje ład i harmonia. Gdy patrzymy jednak na dwa pozostałe obszary życia, okazuje się, że proporcje są jakby zamienione między nimi. Wniosek nasuwa się niejako sam. Mianowicie jestem osobą, która zgodnie ze swoimi preferencjami, poświęca za dużo czasu na pracę, a za mało sobie. Najprostszymi rozwiązaniami tej sytuacji byłoby zmniejszenie wymiaru czasu pracy lub zmiana pracy na taką, która będzie bliższa moim zainteresowaniom, a więc automatycznie, nie będę postrzegała całego czasu, który na nią przeznaczam, jako czas związany tylko i wyłącznie z pracą, ale także, jako czas dla mnie samej. Czas, w którym rozwijam swoje zainteresowania, poszerzam horyzonty, poznaję interesujących ludzi, którzy mnie ubogacają.
To oczywiście czysto hipotetyczne rozważania. W tym ćwiczeniu nie chodzi bowiem o to, aby dojść do natychmiastowych wniosków, które od razu zaczniecie wdrażać w życie, w celu poprawienia Waszego ogólnego zadowolenia z niego. Celem tego ćwiczenia jest uzmysłowienie Wam, czego najbardziej potrzebujecie, a czego potrzebujecie mniej i jak to się ma do Waszego życia codziennego. Myślę, że warto się nad tym zastanowić. Dzięki takiej praktyce łatwiej będzie Wam podejmować w przyszłości decyzje, które do tej pory mogły wydawać Wam się kłopotliwe. Dzięki poddaniu takiej podstawowej analizie Waszego życia codziennego, powinnyście szybciej znajdować odpowiedzi na pytania, które mogą się pojawiać w Waszym życiu codziennym: Czy chcę robić nadgodziny? (Nie, praca jest na ostatnim miejscu wśród moich obszarów zainteresowań, a i tak już w tym momencie poświęcam na nią dwa razy tyle czasu, ile uważam, że byłoby to zasadne); Czy chcę cały dzień szorować fugi w łazience, żeby spełnić standardy czystości teściowej? (Nie, czas poświęcony dla domu i rodziny mam w pełni zagospodarowany - wolę ten czas poświęcić sobie.). I tak dalej.



Co sądzicie o tej technice? Myślicie, że analiza własnych obszarów zainteresowań w odniesieniu do tego, na co faktycznie przeznaczamy swój czas może być pomocna w podejmowaniu wspomnianych decyzji? Dajcie znać w komentarzu!

niedziela, 23 października 2016

Codzienna komunikacja międzyludzka: trzy błędy główne


Zagadnienie błędów w komunikacji jest tematem powszechnym, analizowanym na szeroką skalę zwłasza w komunikacji biznesowej – czy to pod kątem prowadzenia prezentacji, czy komunikacji związanej z zajmowaniem stanowiska kierowniczego. Odczuwam jednak niedosyt, gdy myślę o codziennej komunikacji międzyludzkiej, w której również pojawia się przecież wiele przeszkód. Biorę więc sprawy w swoje ręcę i podejmuję próbę zidentyfikowania tychże barier oraz skutków popełniania wymienionych błędów. Co powoduje, że ciężko nam przekazać myśli naszemu rozmówcy oraz dlaczego odbiorca nie rozumie naszych intencji, a co za tym idzie – dlaczego oboje mamy poczucie, że nadajemy na różnych falach i nie potrafimy przebić się przez dzielącą nas ścianę? 

Istnieją trudności komunikacyjne tak oczywiste, jak na przykład zbyt szybkie/wolne mówienie, czy zbyt gwałtowny/cichy ton głosu. Powszechnie znane są również zabiegi, takie jak przekształcanie stwierdzeń w pytania (przez co słuchacz jest zdezorientowany i nie wie, czy ma udzielić jakiejś odpowiedzi) lub ściszanie głosu pod koniec zdania (co powoduje, że odbiorcy ciężko dosłyszeć konkluzję). Nie o tego typu trudnościach chcę jednak pisać. W zamian za to skupić się chcę na tych przeszkodach, które bardziej są związane z tym, co mówimy, niż jak mówimy.

Pierwszym błędem, z którym stosunkowo często zdarza mi się spotykać na co dzień, jest próba powrotu do wcześniej przerwanej rozmowy bez nawiązania do niej. W takim przypadku zwykle towarzyszy nadawcy błędne założenie, że odbiorca myśli o tym samym. Mam tu na myśli takie sytuacje, gdy nadawca po upływie jakiegoś czasu, np. kilku godzinach od poprzedniej rozmowy, próbuje kontynuować przerwany wcześniej wątek. Takie próby zwykle kończą się zmieszaniem, czy dezorientacją drugiej strony. Dzieje się tak z prostego powodu – otóż w tym czasie osoba ta była skupiona na tylu różnych rzeczach (i najzwyczajniej w świecie myśli teraz o czymś zupełnie innym), że ciężko oczekiwać od niej, że domyśli się, że nadawca właśnie postanowił kontynuować rozmowę przerwaną kilka godzin temu tak, jakby powracał do tematu sprzed kilku minut. Rozwiązaniem opisanej sytuacji jest po prostu krótkie nawiązanie do tematu, który mamy zamiar poruszyć, np. „wracając do naszej rozmowy sprzed dwóch godzin, przypomniało mi sie teraz, że...”.
Podobnym przypadkiem, lecz nieco innym błędem w codziennej komunikacji jest przekonanie, że w danym momencie odbiorca skupia się na tym samym co nadawca, tzn. że np. obserwuje tą samą rzecz lub sytuację. Wysuwanie tak daleko idącego wniosku bardzo często może prowadzić do wielu nieporozumień. Każdy człowiek jest inny, interesują go inne rzeczy, w inny sposób postrzega świat i z tego powodu coś, co przykuwa uwagę nadawcy, może być kompletnie niezauważone przez odbiorcę. Jak zatem zapewnić sobie i rozmówcy płynne rozpoczęcie komunikacji? Dobrą praktyką jest krótkie nawiązanie do tego, o czym właśnie pomyśleliśmy, co obserwujemy, np.: „zwróciłaś uwagę na ten budynek, który właśnie minęłyśmy? Ostatnio tu byłam i...”.
Trzecim bardzo ważnym oraz skądinąd najczęściej występującym problemem w nieefektywnej komunikacji interpersonalnej jest nieuwzględnianie innych punktów widzenia oraz tego, że odbiorca może żyć w kompletnie innej rzeczywistości, niż nadawca i z tego względu po prostu nie zrozumie, co ten chce mu przekazać. W takiej sytuacji warto pamiętać, że sposób oraz rodzaj komunikacji muszą być dostosowane do odbiorcy. Nie próbujmy na siłę tłumaczyć komuś czegoś, co jest kompletnie poza jego obszarem zainteresowań. Mam tu oczywiście na myśli zainteresowania związane ze światopogladem tej osoby oraz jego sytuacji życiowej, a co za tym idzie – jego wiedzą o świecie, znajomości danego zagadnienia, inteligencji emocjonalnej i indywidualnego przypisywania znaczenia poszczególnym tematom.
Umiejętność prowadzenia interesującej i przede wszystkim sensownej rozmowy wbrew pozorom nie jest tak oczywistym i prostym zadaniem, by każdy potrafił na dowolny temat konwersować z dowolną osobą. Dlatego z jednymi ludźmi rozmwia nam się dobrze, a z innymi kompletnie nie potrafimy znaleźć wspólnego języka. Okazuje się, że nie tylko podobne zainteresowania są gwarantem owocnej rozmowy oraz tego, że chętnie powracamy do konwersacji z danym człowiekiem. Aby poprawić jakość komunikowania się z innymi, warto zastanowić się nad wyżej wymienionymi błędami w komunikacji i odpowiedzieć sobie na pytanie, czy i ja nie popełniam tych samych błędów. Eliminując je, ułatwimy rozmowę z nami nie tylko drugiej osobie, ale także sobie samym.


A z jakimi błędami w codziennej komunikacji międzyludzkiej Wy się spotykacie? Dajcie znać w komentarzu!

sobota, 8 października 2016

Asertywność, czyli jak sprawić, żeby wszyscy byli zadowoleni?



Pewnego razu wróciwszy do domu, usłyszałam fragment rozmowy telefonicznej mojej siostry. Właśnie wyjaśniała z potencjalnym partnerem biznesowym pewną sytuację, w wyniku której ich wspólne przedsięwzięcie, które mieli rozpocząć w ciągu najbliższego miesiąca, stało pod ogromnym znakiem zapytania. Pamiętam, jak zaimponował mi styl, w jakim siostra prowadziła tę dyskusję. Nie tylko starała się wyjaśnić partnerowi, jak sytuacja wyglądała z jej punktu widzenia, ale również podkreślała, że doskonale rozumie jego racje i że oba stanowiska mają równorzędne znacznie. Jestem przekonana, że konflikt udało się zażegnać dzięki asertywności mojej siostry, która nie uległa oporowi, jaki stawiał jej kontrahent. Co więcej, przekonała go do tego, aby spojrzał na tę sytuację nie tylko ze swojej perspektywy, ale wziął pod uwagę również to, w jakim położeniu znalazła się ona oraz inne osoby, na które ta sytuacja miała wpływ. Wyjaśnienie zaistniałego zdarzenia było możliwe dzięki temu, że każda ze stron przedstawiła swoje racje, równocześnie wysłuchując uważnie drugiej strony. W ten sposób doszli do tych samych wniosków, a przede wszystkim na nowo zrozumieli, że ich cele były i pozostają wspólne. Konflikt został zażegnany.
Asertywność to nie tylko umiejętność mówienia „nie”, w sytuacji gdy nie ma się ochoty czegoś robić. To równowaga pomiędzy zaspokajaniem swoich potrzeb, bronienia swoich racji, a usatysfakcjonowaniem innych osób, traktowania ich potrzeb na równi ze swoimi. To w takim samym stopniu poszanowanie swojej woli i własnych zasad, jak i racji innych. Podstawą asertywności jest zrozumienie, że dobro innych osób jest tak samo ważne, jak moje własne. 
Asertywność sprawdza się nie tylko w sytuacji wysuwanej przez jedną ze stron prośby. Jest równie przydatna w przypadku rozwiązywania konfliktów, czy wspólnego ustalania zakresu obowiązków każdego z partnerów, np. biznesowych. Jeśli ktoś chce czegoś, czego nie chcesz Ty, możesz odmówić uprzejmie, podając powód swojej decyzji oraz inne możliwe rozwiązania danej sytuacji. W ten sposób nie tracisz niczego, natomiast druga strona zyskuje dokładnie to, czego chce, jednak sposób realizacji jest inny. Nie musi tu być więc mowy o kompromisie, który często wymaga tego, by obie strony zrezygnowały z części swoich roszczeń na rzecz znalezienia wspólnego rozwiązania. 
Asertywność nie oznacza, że zawsze będziesz wygrywać. Może się bowiem okazać, że po wysłuchaniu drugiej osoby dojdziesz do wniosku, że to jej racje są ważniejsze, a argumenty przez nią przedstawione są bardziej logiczne od Twoich lub po prostu, że jej pomysł jest lepszy od Twojego. Możesz również uznać, że sprawa jest zbyt błaha, by dyskutować na jej temat. W takich sytuacjach przystanie na rozwiązanie proponowane przez drugą stronę, również będzie mieściło się w ramach Twojej asertywności.
Pamiętaj, nie musisz ustosunkowywać się do czyjejś prośby/pomysłu/zapytania do razu. Po zapoznaniu się z propozycją rozwiązania danej sytuacji, możesz poprosić o czas do namysłu, a następnie przedstawić swoje argumenty broniące Twojego punktu widzenia, podając powody, które Tobą kierują, a także podać inne możliwe rozwiązania. 
Asertywność to świetne narzędzie budowania pozytywnych i pełnych zaufania relacji z innymi ludźmi. Jeśli bowiem z reguły przyjmuje się postawę agresywną (za wszelką cenę broni się swoich racji), zwykle wpływa to negatywnie na relacje z innymi. W wielu sytuacjach asertywność może okazać się za to swoista tarczą – ludzie próbują przeforsować swoje zdanie bądź też częściej powracają z różnego rodzaju prośbami do osób, które prezentują postawę pasywną. Będąc asertywnym, unikniesz więc wielu takich sytuacji.


Czy w codziennym życiu, a zwłaszcza ważnych dla Ciebie sytuacjach wykazujesz się asertywnością? Jak reagują na to inni? Podziel się swoimi obserwacjami w komentarzu!


czwartek, 15 września 2016

10 praktycznych wskazówek, jak z klasą przyjąć feedback


Przyjmowanie feedbacku jest tak samo sztuką, jak jego dawanie. Nie tylko dając feedback, musisz panować nad sytuacją i nie dać się ponieść emocjom – jest to ważne również, gdy znajdujesz się po „drugiej stronie barykady” i musisz skonfrontować się z obserwacjami na swój temat, które kieruje do Ciebie inna osoba. Jak przyjąć feedback z klasą oraz jak wyciągnąć z niego jak najwięcej dla siebie samej?
Zarówno w przypadku przyjmowania, jak i dawania feedbacku, należy rozumieć, czym jest feedback. Zagadnienie to zostało omówione tutaj: 10 zasad dawania inspirującego feedbacku. Gdy wiesz już, że istotą feedbacku jest obserwacja, omówienie konkretnej sytuacji – łatwiej będzie Ci sklasyfikować komunikat, który otrzymasz. Może się zdarzyć, że osoba, która pragnie udzielić Ci feedbacku, w rzeczywistości poinformuje cię jedynie o swoim subiektywnym oglądzie danej sytuacji – w naturalny sposób nie musisz się z tym punktem widzenia zgadzać, a co za tym idzie, możesz odrzucić ten komunikat. Pamiętaj - Twoim niezbytym prawem jest zarówno przyjęcie feedbacku, jak i jego odrzucenie.
Poniżej znajdziesz 10 najważniejszych zasad dojrzałego odbierania feedbacku: 


1. Jeśli komunikat, jaki otrzymujesz nie opiera się na konkretnych sytuacjach, poproś o przytoczenie ich. 

2. Pozwól drugiej osobie przekazać swój komunikat do końca. Nie przerywaj. 

3. Parafrazuj to, co zostało powiedziane, aby upewnić się, że dobrze rozumiesz przekazywaną ci treść. 

4. Jeśli nie rozumiesz dlaczego otrzymujesz feedback w odniesieniu do danej sytuacji, zapytaj o alternatywne zachowanie w stosunku do tego, które jest przedmiotem feedbacku. 

5. Nie musisz od razu ustosunkowywać się do tego, co zostało powiedziane. Pozwól sobie na pauzy, chwilę namysłu. 

6. Panuj nad swoimi emocjami, nie obrażaj się. 

7. Nie próbuj na siłę tłumaczyć swojego zachowania, nie obwiniaj innych. 

8. Kontroluj mowę ciała.

9. Proś o regularny feedback. 

10. Podziękuj za ofiarowany feedback. 

Pamiętaj, nie każdy komentarz, jaki uzyskujesz od innych osób jest feedbackiem, czasem jest to jedynie subiektywna opinia, z którą nie musisz się zgadzać i której nie musisz akceptować. Konstruktywny feedback jest natomiast znakomitym narzędziem do pracy nad sobą. W swoim życiu spotykasz i będziesz spotykać wiele osób mądrzejszych i bardziej doświadczonych od Ciebie i to jest wspaniałe, ponieważ z ich mądrości możesz czerpać dla siebie naprawdę wiele! Na pewno zdarzają się sytuacje, w których nie zdajesz sobie sprawy ze swojego zachowania lub z tego, że nie jest ono właściwe (lub po prostu nie wiesz, jakie jest właściwe). Przyjmując feedback, jako dar od drugiego człowieka, umożliwiasz sobie ciągłe udoskonalanie siebie.


Chętnie przyjmujesz feedback od innych, czy raczej wolisz unikać takich sytuacji? Daj znać w komentarzu!

poniedziałek, 12 września 2016

10 zasad dawania inspirującego feedbacku



Dzielenie się feedbackiem jest nieodzownym elementem każdej relacji – nie tylko szef-pracownik, ale także pracownik-pracownik, rodzic-dziecko, przyjaciel-przyjaciel czy wreszcie partner-partner i tak dalej. Wielu ludziom sprawia to jednak duży kłopot. Jeśli i dla Ciebie stanowi to problem, prawdopodobnie często zdarza się, że unikasz dzielenia się z innymi swoimi obserwacjami. Dawanie feedbacku nie musi jednak Cię przerastać. Wystarczy, że zapoznasz się z najbardziej skutecznymi metodami dawania konstruktywnego feedbacku i wprowadzisz je w życie, a komunikowanie Twoich obserwacji przestanie sprawiać Ci jakąkolwiek trudność.
Na początek należy zdać sobie sprawę z tego, czym feedback jest, a czym nie jest. Aby w pełni zrozumieć istotę feedbacku, najlepiej wyjść od tego, co nim nie jest – a więc nie jest nim ocena i rada. Dając feedback drugiej osobie zwróć uwagę na to, aby nie była to informacja podszyta Twoimi emocjami, a więc nie dziel swoich opinii na temat, który jest przedmiotem Twojego feedbacku. Również nie udzielaj rad osobie, której dajesz feedback, gdyż ma być on dla tej osoby swoistym wyzwalaczem analizy własnego postępowania, narzędziem do pracy nad sobą. Czym więc feedback jest? Jest to konkretna informacja, która ma na celu pomoc w zrozumieniu swojego działania oraz jego konsekwencji – tak, aby osoba otrzymująca feedback mogła podjąć decyzję na temat swojego postępowania w przyszłości. Przekazywanie tej informacji musi odbyć się w warunkach wzajemnego zaufania. Te zasady tyczą się nie tylko negatywnego, ale również pozytywnego feedbacku, bowiem celem feedbacku jest wspieranie osobistego rozwoju, nie zaś nagroda lub kara.
Na czym należy się skupić dając feedback i jakie są zasady udzielania feedbacku konstruktywnego?

1. Skup się na tym, w jaki sposób działa dana osoba, a nie na tym, jaka ta osoba jest; powstrzymaj się od dzielenia swoich opinii. Swój feedback oprzyj na Twoich własnych obserwacjach, nie natomiast na tym, w jaki sposób je interpretujesz. Pamiętaj o tym, aby operować konkretami, np.: „W ciągu ostatniego tygodnia przychodziłeś na czas na wszystkie spotkania/spóźniłeś się 5 razy.”, „Wczoraj pięknie posprzątałaś swój pokój/nie posprzątałaś swojego pokoju, mimo, że mi to obiecałaś.” Swoje obserwacje komunikuj w sposób bezpośredni.

2. Daj feedback w jak najkrótszym czasie, jaki upłynął od działania, które chcesz omówić. Dbaj o to, by dawać feedback regularnie.

3. Dając pozytywny feedback, postaraj się robić to w obecności innych osób. Jeśli chodzi o feedback negatywny – zawsze dziel się nim na osobności!

4. Ponoś odpowiedzialność za swoje słowa. Zamiast powiedzieć „Słyszałam, że...”, mów: „Zauważyłam, że”.

5. Zachęć do przeanalizowania przytoczonej sytuacji, np. „jak myślisz, jaki wpływ na naszą relację z klientem ma fakt, że powiedziałeś mu, że twoim zdaniem, procedura składania reklamacji w naszej firmie jest pozbawiona sensu?

6. Unikaj mieszanych komuniakatów typu „bardzo dobrze poradziłaś sobie z tym zadaniem, ale zajęło ci to sporo czasu”. To samo dotyczy ekstremalnych słów, jak: „nigdy” i „zawsze”. Wystrzegaj się ich, aby Twoja wiadomość nie wykraczała poza konkretny, omawiany przypadek.

7. Unikaj porównań, np. „Na ciebie zawsze mogę liczyć, w przeciwieństwie do twojego brata”. Zamiast tego możesz odnieść się do przyjętych norm, np. „Zachowałeś się przyzwoicie i ustąpiłeś miejsca starszemu”.

8. Staraj się zrozumieć drugą osobę, słuchaj, co ma Ci do przekazania. Pomogą ci w tym pytania „dlaczego?”, „co się stało?”.

9. W przypadku negatywnego feedbacku, stymuluj drugą osobę do znalezienia powodu, a zarazem rozwiązania omawianej sytuacji , np. „jak myślisz, co powoduje, że nie docierasz na czas na umówione spotkania?

10. Podsumuj rozmowę, podając co zostało ustalone „ustaliłyśmy, że będziesz odrabiać zadania domowe w tym samym dniu, kiedy były zadane, tak abyś miała odrobione lekcje na czas”.

Dzielenie się osobistymi spostrzeżeniami może być dla Twojego odbiorcy inspirującym narzędziem do pracy nad sobą, zmianą przyzwyczajeń lub utwierdzeniem się w przekonaniu, że postępuje właściwie. Dbaj o to, by wydobywać z feedbacku siłę, jaka w nim drzemie, a tym samym stymulować innych do ulepszania samych siebie.



Czy dzielisz się feedbackiem z innymi? Jakie są Twoje najlepsze sposoby? Podziel się nimi w komentarzu!



środa, 24 sierpnia 2016

Coaching, czyli Coach, Terapeuta, Mentor i Trener Personalny w jednym? Dla kogo ten Coaching?


Na przestrzeni kilku ostatnich lat coaching w Polsce przeżył prawdziwy rozkwit. Dziś jest to niezwykle popularna dyscyplina, wykorzystywana zarówno w biznesie, jak i w innych dziedzinach, takich jak rozwój kariery zawodowej, relacje międzyludzkie, a nawet zdrowie. W związku ze swoimi założeniami, nurt ten znalazł w naszym kraju rzesze zwolenników, oczekujących rychłego odnalezienia złotego środka na osiągnięcie sukcesu. Są jednak i liczni przeciwnicy coachingu, oskarżający go o to, że główną jego domeną jest zarabianie pieniędzy na wmawianiu ludziom, że nieważne są ich predyspozycje, bo jeśli tylko chcą, mogą osiągnąć wszystko. Czym zatem coaching jest, a czym nie?

Zasada coachingu opiera się o podstawowe reguły prowadzenia terapii. Terapią jednak coaching nie jest, ponieważ przedmiotem jego analizy nie jest przeszłość, jak dzieje się to w przypadku terapii, a teraźniejszość i przyszłość. Klient stymulowany jest do dogłębnej analizy zagadnienia, które to jest przedmiotem jego zainteresowań. Odbywa się to poprzez zadawanie pytań, a tym samym pobudzanie klienta do poszukiwania na nie odpowiedzi. Nie jest to zatem proces, podczas którego coach dostarcza klientowi gotowych recept na osiągnięcie sukcesu. W takim ujęciu bardzo popularni w ostatnich latach trenerzy fitness nie zajmują się coachingiem wbrew powszechnie panującej opinii (stąd rozróżnia się pojęcia coacha i trenera personalnego, które są ze sobą bardzo często utożsamiane). 

Istotą coachingu jest nie tylko wspieranie klienta w osiągnięciu sukcesu, ale przede wszystkim pomoc w odnajdywaniu rozwiązań jego problemów (problem zdecydowanie może być rozumiany, jako powód braku sukcesu) - polega to na odpowiedniej stymulacji, nie zaś na podpowiadaniu - czy wręcz zasypywaniu go wskazówkami, w jak sposób ma ten problem rozwiązać (jak na przykład może się to zadziać w przypadku również popularnego, głównie w świecie korporacyjnym, mentoringu - także mylonego z coachingiem). Natomiast coach jak najbardziej analizuje wspólnie z klientem jego problemy i ich możliwe rozwiązania oraz rezultaty tychże.

Kolejną domeną coachingu jest motywacja. Za pomocą sprawdzonych technik, coach uaktywnia w kliencie chęć do działania, a następnie dynamizuje ją na różne sposoby, tak by ten sukcesywnie osiągał postawione sobie cele. Bardzo ważne jest więc stałe pobudzanie do myślenia, prowadzącego do świadomego dokonywania zmian w danej dziedzinie życia.

Coaching bazuje na wiedzy oraz umiejętnościach, które klient już posiada, zachęcając go przy tym do dalszego rozwoju. Jest to proces, który ma na celu osiągnięcie sukcesu, poprzez wykorzystywanie potencjału i talentów klienta. Coaching uczy wykraczania poza swoje własne, często mentalne, granice, a co za tym idzie do rozszerzania swojej strefy komfortu, a więc pogłębiania satysfakcji z życia.

Dla pewnych osób coaching może okazać się zatem niezwykle wartościowym procesem. W dobie przesytu informacji i atakujących nas zewsząd medialnych afer, łatwo utracić życiową motywację i chęć do działania, która to poprowadzi nas do wymarzonych celów. 

Jeżeli nie myślisz o dłuższym korzystaniu z usług coacha, możesz wybrać się na jedną z wielu organizowanych sesji coachingowych w ramach określonej dziedziny życia. Będziesz mieć taką okazję zarówno podczas wielu wydarzeń biznesowych, czy marketingowych, jak i możesz zapisać się na specjalnie organizowane warsztaty coachingowe.

Jest jednak możliwe, że zaliczasz się do grupy osób, która tego typu wsparcia nie potrzebuje, ponieważ samodzielnie jesteś w stanie dostarczyć sobie potrzebnych bodźców, stąd też Twoje sceptyczne, bądź wręcz negatywne nastawienie do zagadnienia coachingu. W tej sytuacji warto jednak od czasu do czasu sięgnąć po jedną z licznych dostępnych publikacji na temat świadomego rozwoju, tak by zapewnić sobie prawidłowy wzrost dojrzałości mentalnej i emocjonalnej.

Co sądzisz o coachingu? Czy chętnie sięgasz po książki z dziedziny samorozwoju? Jeśli tak - podziel się tytułami inspirujących publikacji!